6-letni Tymek połknął granulki do udrażniania rur. Chłopcu można pomóc

Tymek był na granicy życia i śmierci. Wystarczył moment nieuwagi rodziców i przez kilka miesięcy dziecko walczyło o życie w szpitalu. Jak to się stało, że 13-miesięczny chłopiec otworzył butelkę z niebezpieczną żrącą substancją? Czy chłopiec kiedykolwiek będzie oddychał samodzielnie, czy kiedykolwiek wypowie pierwsze słowo?

Pięć lat temu trzynastomiesięczny Tymek połknął granulki żrącej substancji używanej do udrażniania rur. Butelka z niebezpieczną substancją była fabrycznie źle zabezpieczona, zakrętka była niedokręcona do końca gwintu. Granulat ługu sodowego wypalił chłopcu górne drogi oddechowe, język, krtań, gardło, tchawicę i część przewodu pokarmowego. Tymek został natychmiast zaintubowany i wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną. Chłopczyk wskutek wypadku przestał oddychać samodzielnie, nie mówi i żywiony jest pozajelitowo.

Rodzice chłopca rozpaczliwie szukali pomocy dla syna w Polsce i za granicą. Kiedy chłopczyk skończył cztery lata, profesor Adam Maciejewski z Centrum Onkologii w Gliwicach przyjął małego pacjenta do siebie i rozpoczął przygotowania do skomplikowanej operacji przeszczepu zniszczonych narządów. Zespół profesora dokonał pierwszego na świecie tak skomplikowanego przeszczepu. Operacja została przeprowadzona w marcu tego roku w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Trwała 15 godzin, a w ratowanie życia chłopca zaangażował się zespół 35 specjalistów. Rehabilitacja Tymka odbywa się tak, jakby dotyczyła trzynastomiesięcznego dziecka.

Wypadek, który na całe życie okaleczył chłopca, był spowodowany źle zamkniętą butelką środka do udrażniania rur. Kontrola Inspekcji Handlowej w firmie produkującej chemię wykazała, że nie tylko butelka, którą bez problemu otworzył trzynastomiesięczny Tymek, ale cała partia, czyli ponad 1000 sztuk preparatu, nie była dokręcana do końca gwintu. Sprawa Tymka trafiała do krakowskiej kancelarii prawnej. Rozpoczęto starania o odszkodowanie.
Dodano: Piątek, 22 listopada (09:20)

Reklama